Inauguracyjna wystawa nowo powstałej galerii PHOTOZONA Dolnośląskiego Centrum Informacji Kulturalnej OKiS to fotoinstalacja Wolności, do kuchni marsz! autorstwa Agaty Szuby.

Ku­ra­to­rem wy­stawy jest Igor Wójcik.
Ga­le­ria PHOTOZONA, Dol­no­ślą­skie Cen­trum In­for­ma­cji Kul­tu­ral­nej OKiS
Rynek-Ratusz 24 / PARTER

Wol­ność w kuchni

Na wiel­ko­for­ma­to­wej fo­to­gra­fii młoda ko­bieta (au­torka in­sta­la­cji, Agata Szuba) sie­dzi w kuchni w po­zie sy­renki war­szaw­skiej, wsze­lako za­miast mie­cza ma ku­chenny nóż, a za­miast tar­czy główkę ka­pu­sty. Na pod­ło­dze i jesz­cze w po­wie­trzu opa­da­jące biało-czerwone kon­fetti, które wy­fru­wają z fo­to­gra­fii i wraz z dwoma sza­rymi sto­li­kami w stylu i ko­lo­rze me­bli ku­chen­nych two­rzą szta­faż przed ob­ra­zem. Fo­to­gra­fia wy­cho­dzi z sie­bie. Wszyst­kie te ele­menty zwią­zane są ty­tu­łem: Wol­no­ści, do kuchni marsz!

A więc iro­nia, prze­śmiew­czość, szy­der­stwo. Sym­bol z pol­skiego pan­te­onu na­ro­do­wego, sym­bol bo­ha­ter­skiej War­szawy — w kuchni, z no­żem ku­chen­nym i ka­pu­stą! Wol­ność, za którą wszyst­kie po­ko­le­nia Po­la­ków od Mieszka I do So­li­dar­no­ści bo­ha­ter­sko wal­cząc, od­da­wały krew i ży­cie, wy­ga­niana jest roz­ka­zem jak ostatni ciura, jak gar­ko­tłuk. Jed­nym sło­wem ar­ty­styczna pro­wo­ka­cja, ja­kich we współ­cze­snej sztuce mnó­stwo. Skan­dal wsze­lako w ro­dzaju soft i na tle in­nych czę­sto spo­ty­ka­nych pro­wo­ka­cji na­wet kul­tu­ralny.

Po­wyż­sza na­rzu­ca­jąca się jako pierw­sza in­ter­pre­ta­cja pol­skiego tra­dy­cjo­na­li­sty po chwili po­zy­skuje nową per­spek­tywę i wpro­wa­dza istotną ko­rektę: to prze­cież młoda ko­bieta, au­to­iro­nicz­nie upo­zo­wana na sy­renkę za­siada w kuchni. Młoda ko­bieta wal­cząca od dwóch wie­ków o wol­ność i rów­ność z mę­skim świa­tem, bun­tu­jąca się prze­ciwko kuchni, wraca do kuchni. Za­mie­nia miecz i tar­czę fe­mi­ni­stycz­nej walki na nóż ku­chenny i ka­pu­stę. Wraca z ma­now­ców w do­mowe pie­le­sze. Wraca tam, gdzie jej miej­sce — szy­dzi tra­dy­cjo­na­li­sta.

Ale jej miej­sce jest już od­mie­nione: ta kuch­nia to nie tamta kuch­nia. Ta kuch­nia kuchni nie przy­po­mina i trzeba się do­brze przyj­rzeć, żeby zo­ba­czyć, że to kuch­nia. Jej miej­sce to kuch­nia no­wo­cze­sna, na pierw­szym pla­nie nie są garnki, lecz książki ku­char­skie (a może al­bumy ze sztuką), płyty z mu­zyką, gło­śniki. Młoda, wy­kształ­cona ko­bieta w no­wo­cze­snej kuchni. Sama sie­bie z wol­no­ści wy­gnała iro­nicz­nym roz­ka­zem: wra­caj do domu, wra­caj z li­ber­tyń­skiego cha­osu w miej­sce upo­rząd­ko­wane mo­der­ni­za­cją. I po­pa­trz­cie, jaką ma wład­czą minę. Czy zna­la­złby się ktoś, kto mógłby się tej twa­rzy su­we­ren­nej wład­czyni prze­ciw­sta­wić?

Po­wrót córy mar­no­traw­nej jest trium­falny, wy­bu­chają kon­fetti, wi­rują w po­wie­trzu i wy­bie­ga­jąc z ob­razu, ścielą się do na­szych stóp w po­staci biało-czerwonego dy­wanu, który prze­cież musi przy­wo­ły­wać nie tylko pol­skie, ale polsko-katolickie sko­ja­rze­nia sy­pa­nia płat­ków kwia­to­wych w pro­ce­sjach… In­tro­ni­zo­wana kró­lowa kuchni — oto jak nie­po­strze­że­nie zmie­niamy nar­ra­cję — może zejść z krze­sła po tym dy­wa­nie w rze­czy­wi­stość, względ­nie my mo­żemy wejść do tej no­wo­cze­snej kuchni i stać się dwo­rem tej sy­renki z ka­pu­ścia­nym jabł­kiem kró­lew­skim. Te­raz bo­wiem już wi­dzimy, że to nie tar­cza sy­renki, tylko ka­pu­sta kró­lew­ska, glo­bus cru­ci­ger, na któ­rym przy bliż­szym wej­rze­niu wi­dzimy wy­gra­we­ro­waną moc­nymi po­cią­gnię­ciami uży­ło­wie­nia ka­pu­ścia­nych li­ści zwy­cię­ską Nike. A nad tym glo­bu­sem, czyż nie wi­dzimy krzyża? Je­śli nie wi­dzimy, nic nie szko­dzi. Jest tam na pewno jako po­ten­cja tra­dy­cji, któ­rej prze­cież nie za­mie­rza prze­ci­nać berło ku­chen­nego noża.

Dla­czego mie­li­by­śmy jej słu­żyć? Bo umie roz­ka­zy­wać wol­no­ści. Kto opa­no­wał spraw­czo taki pa­ra­doks, ma wła­dzę rze­czy­wi­stą, bez­dy­sku­syjną.

A więc wejdźmy do tej kuchni wraz z za­pę­dzoną do niej wol­no­ścią. Za­kosz­tujmy jej w kuchni. Może nam się nie przeje, jak nie­gdyś uświa­do­miona ko­niecz­ność.

Pod­su­mujmy. In­sce­ni­za­cja Agaty Szuby jest te­atrem mą­drym i dow­cip­nym. Upo­zo­wa­nie wy­po­sa­żone w kon­tek­sty jest niby pro­ste, a prze­cież zo­baczmy, jak mieni się mno­go­ścią pa­ra­dok­sal­nych zna­czeń. Pro­wa­dzi nas po­przez ste­reo­typy (po­zwolę so­bie tu stwier­dzić, że nie ma in­nych dróg my­ślo­wych, tylko przez ste­reo­typy), a więc wie­dzie nas Agata od rze­ko­mego skan­dalu, który sama wy­wo­łuje, do rze­czy­wi­stego skan­dalu tra­dy­cjo­na­li­stycz­nej in­ter­pre­ta­cji skłon­nej do nie­wcze­snych oskar­żeń. Wy­zwo­le­nie się z war­szaw­skiej sy­renki, z łącz­niczki i sa­ni­ta­riuszki, czy też z fe­mi­nistki nie prze­kre­śla tych ról, tylko bie­rze je w na­wias po­znaw­czy. Upo­zo­wa­nie spraw­dza po­wagę albo śmiesz­ność pozy, ale prze­cież też się re­flek­syj­nie uwew­nętrz­nia.

Po­wrót do kuchni ce­le­bruje już ko­bieta rze­czy­wi­ście wy­zwo­lona ze ste­reo­ty­pów wol­no­ści, które w isto­cie są prze­cież ko­lej­nymi kaj­da­nami. Pa­ra­dok­salny atak na wol­ność roz­ka­zem, by po­ma­sze­ro­wała do kuchni, oka­zuje się tym ko­niecz­nym za­bie­giem, by wol­ność od­zy­skać w miej­scu stra­te­gicz­nie bar­dzo waż­nym: w punk­cie ży­wie­nia, w cen­trum opieki nad ży­ciem. Wolna Agata do­piero te­raz może speł­nić naj­wyż­sze zo­bo­wią­za­nie Po­lki: su­we­ren­nego i ni­czym nie przy­mu­szo­nego kró­lo­wa­nia w no­wo­cze­snym cen­trum pod­no­sze­nia kul­tury, także kul­tury ży­wie­nia.

Z tym mam jed­nak kło­pot. Po­wąt­pie­wam mia­no­wi­cie, czy ka­pu­sta ze­chce sto­czyć się z sym­bolu w bi­gos, albo jesz­cze ni­żej — w za­sma­żaną. Ale to już jest inna hi­sto­ria. 
Andrzej Więc­kow­ski




Fot. S. Sie­licki