Kole­jny raz absol­wen­ci Pra­cowni Fotomediów  wrocławskiej ASP zaprezen­towali swo­je prace w „Patio Młodych”  Muzeum Miejskiego we Wrocław­iu.  Agniesz­ka E. Braun, Grze­gorz Budek, Karoli­na Hajec-Kalińs­ka, Witold Jaroszewicz, Lin­da Parys, Aga­ta Szu­ba, Syl­wia Witkows­ka, Kamil Wój­cik to wybrani młodzi artyś­ci, reprezen­tu­ją­cy różnorodne postawy twórcze,których  prace to nie tylko este­ty­cznie dopra­cow­ane w każdym detalu fotografie, zain­sc­eni­zowane w wybranej styl­istyce, ale również real­iza­c­je niosące ze sobą głęb­szy, egzys­tenc­jal­ny przekaz. Wyko­rzys­tu­jąc swo­je własne doświad­czenia i czer­piąc z obserwacji otacza­jącej rzeczy­wis­toś­ci poruszyli oni aktu­alne i ważkie współczesne tem­aty, w tym: kry­tykę kon­sumpcjoniz­mu, zagu­bi­e­nie człowieka w dzisiejszych cza­sach, a także sze­roko rozu­mi­ane prob­le­my kobi­et oraz odniesie­nie do, aktu­al­nie prowad­zonej, dyskusji na  tem­aty gen­der.  Swój przekaz pod­kreślali wiz­ual­nie z pomocą  zróżni­cow­anych przed­staw­ień, przy  wyko­rzys­ta­niu medi­um fotografii w fotograficznych insta­lac­jach, umieszcza­niu ich w light­box­ach, czy też po pros­tu  na eksponowa­niu zdjęć na wielko­for­ma­towych wydrukach, które na pewno są atrak­cyjnym środ­kiem pokaza­nia obrazu.
Cykl prac Agaty Szu­by pt. „Garder­o­ba”, w swej styl­istyce naw­iązu­je do malarst­wa. Dowodzi tego szczegól­ny rodzaj światło­cienia i kom­pozy­cji, a także kolorysty­ka, eksponu­ją­ca pogranicza koloru i szaroś­ci,  co sprzy­ja  właśnie owym efek­tom malarskoś­ci.  Fotografie, które mają w sobie duży ładunek oso­bis­tej emocjon­al­noś­ci, opowiada­ją o zdomi­nowa­niu człowieka przez jego garder­obę, bez której  on nie ist­nieje, czy wręcz traci swo­ją tożsamość. Poprzez kupowanie nie­zlic­zonej iloś­ci ubrań, prag­nie kupić sobie poczu­cie sen­su ist­nienia.
Inną, niem­niej bun­town­iczą postawę wobec zas­tanej rzeczy­wis­toś­ci, prezen­tu­je Syl­wia Witkows­ka w serii prac pt. „Tożsamość Syl­wii”. Ona również nie chce pod­dać się wymogom staw­ianym kobi­etom, które mają być per­fek­cyjne w każdej dziedzinie życia, także w prezen­towanym wiz­erunku. Zry­wa­jąc maskę, którą kobi­ety same sobie narzu­ca­ją, zaczy­na krzy­czeć. Ma pra­wo mieć gorszy dzień, być „brzydka”…Podobny prob­lem odniesienia do kobiecego wyglą­du poruszyła w swoich fotoin­sta­lac­jach Karoli­na Hajec-Kalińs­ka. Pokazu­je ona, że ciało kobi­ety, to nie jest ciało lal­ki Bar­bie czy  wymod­e­lowany kom­put­erowo ide­al­ny wiz­erunek kobi­ety z okład­ki.  Jej  syl­we­towe fotogramy prezen­tu­ją zastygłe  pozy, jak­by pokryte gipsem, przy­pom­i­na­jące rzeź­by bez rąk o twarzach w maskach, gdzie tylko oczy wyraża­ją „żywe” emoc­je. Zain­stalowane na obro­towych ste­lażach, wpraw­ione w ruch, fig­ury te porusza­ją i niepoko­ją  swą nieuchron­noś­cią egzys­tencji. Prace te są dla ich autor­ki także rodza­jem autoanal­izy i ostate­czną rozprawą z obciąża­ją­cym jej życie doświad­cze­niem choro­by, którą ma już za sobą.
Prob­lem natu­ry zewnętrznej (i nie tylko) przed­staw­ia w swoich pra­cach pt. „Viva la playa” Lin­da Parys. Cykl jej Madonn to wiz­erun­ki dzisiejszego społeczeńst­wa; przekazane w postaci „dewocjon­al­nych” obrazków,  sym­bol­izu­ją­cych w posta­ci­ach kobi­et – patronek z  atrybu­ta­mi plażowy­mi: ole­jku do opala­nia, bryzy morskiej itd.,  – jak­by  religię kon­sump­cyjnoś­ci.  W tym iron­icznym przekazie, utrzy­manym w styl­istyce kam­pu, obnaża autor­ka zachowa­nia zarówno turys­tów, wyjeżdża­ją­cych na zagraniczne wcza­sy, jak i upraw­ia­ją­cych kult „złotego ciel­ca” rzeszy naszych codzi­en­nych kon­sumen­tów.  Równie bogate, o barokowej scener­ii, są obrazy z cyk­lu  pt. „Mart­wa natu­ra” Witol­da Jaroszewicza. Upo­zowane na XVII wieczne,  dopra­cow­ane per­fek­cyjnie w każdym szczególe holen­der­skie martwe natu­ry, wyda­ją się nieść ze sobą przesłanie sym­bol­iczne. Czerń i biel, kobi­eta i mężczyz­na, umieszc­zone  wokół tego atry­bu­ty, dają wiele możli­woś­ci inter­pre­ta­cyjnych.  Z kolei  cztery kadry Agniesz­ki Ewy Braun z cyk­lu „Doras­tanie” – to piękne, poe­t­y­ck­ie uję­cia,   tworzące  opowieść o dziew­czę­cym dojrze­wa­niu, ilus­trowanym z pomocą przenika­ją­cych się ujęć; nagiej i ubranej postaci z przykuwa­ją­cym uwagę długim warkoczem oraz trzy­many­mi w dło­ni­ach sym­bol­iczny­mi atrybu­ta­mi w postaci jabł­ka, mod­litewni­ka, kwiatu lilii.
Kamil Wój­cik zaprezen­tował nato­mi­ast zestaw fotografii pt. „Sce­ny intymne”, na których  rejestru­je czyn­noś­ci, jakie zwyk­le „odgry­wamy” w samot­noś­ci, uwiecz­ni­a­jąc je równocześnie w cza­sie rzeczy­wistym (wyświ­et­lane są na mon­i­torze w tle). Jako wid­zowie kon­fron­tu­je­my się tu  z sytu­acją podglą­dacza, zada­jąc sobie pytanie o granice przekracza­nia progu pry­wat­noś­ci człowieka. Wyróż­ni­a­jące się prace zaprezen­tował na wys­taw­ie  także Grze­gorz Budek. Doskon­ałe czarno białe kadry pol­skiego blokowiska, sfo­tografowane z różnej per­spek­ty­wy,  pokazu­ją przestrzeń jak­by była wylud­niona. Prezen­tu­ją one  anon­i­mowe miejs­ca zamieszka­nia, przytłacza­jące nie tylko ogromem budynków, lecz poczu­ciem prz­er­aża­jącego  braku możli­woś­ci poszuki­wa­nia w nich indy­wid­u­al­iz­mu jed­nos­t­ki, braku chę­ci utożsami­a­nia się z włas­nym miejscem zamieszka­nia. „Moje sto tysię­cy metrów kwadra­towych” to miejsce zarówno w całoś­ci należące do kogoś i w całoś­ci anon­i­mowe -niczy­je.
Uczest­ni­cy wys­tawy pokazu­ją, że wbrew pozorom, dzisi­aj młodzi ludzie prze­j­mu­ją się jed­nak prob­le­ma­mi włas­nego otoczenia, a upraw­ia­jąc fotografię, wpisu­jącą się w nurt sztu­ki kry­ty­cznej, sami chcą  zwró­cić uwagę na sprawy dziejące się wokół nich.
Anna Kania